Podobne

+ Świat nie jest instytucją zajmującą się spełnianiem życzeń.
+ Wydawało się, że nie premier dobrał sobie współpracowników, ale ministrowie dobrali premiera i paru fachowych kie- rowników resortów...
+ Oddziały AK zostały rozbrojone, a Filipkowski wyjechał na rozmowę z Żymierskim, licząc na możliwość współpracy ku zdziwieniu komendy AK w Warszawie25, gdyż było to sprzeczne z...
+ Ja nie bardzo mogłem zrozumieć, jak można dobrowolnie porzucić świat, który mnie wydawał się piękny, jak można nie wykorzystać aż do końca, na przekór wszystkim niedolom,...
+ Zapomniała o swoich osobistych potrzebach, choćby o ukochanej muzyce operowej (Dimitri nie lubił muzyki), jeździe konnej (też nie była na liście Dimitria) i spotkaniach z...
+ Cieszyły się, skakały i na spotkanie jego wybiegały, ile razy postać jego ukazała się z daleka na drodze mimo młyna do dworku prowadzącej...
+ Działo się tak za sprawą świetnie sobie poczynającej Qwen Shen, która baczyła, by jej mąż wydawał tylko trafne rozkazy, dzięki czemu miał załogę po swojej stronie...
+ Istnieją przykłady barwnych, rados- nych chwil, zabaw, spotkań, rozmów integrujących wychowanków i wychowaw- ców...
+ Z pewnością musiałby porzucić złudzenia, że dalej będzie pływał na statkach, chyba żeby - co wydawało się mało prawdopodobne w takiej sytuacji - zdecydował się na dowodzenie...
+ Jim był nie mniej zdziwiony niż jego ojcś Sarah umyła włosy Louisy lawendowym mydłem z wysuszyła je, uczesała, obcięła rozdwojone końce i zwią satynową wstążką...
+ Nic złego nie może cię spotkać, bo wiesz, że za miesiąc wędrowna czytelnia niezawodnie powróci, by znów rozbłysnąć plamką światła na skwerze przed pocztą...

w3c


Valid HTML 4.01 Transitional

Świat nie jest instytucją zajmującą się spełnianiem życzeń.

- Mam kule powlekane srebrem, pijawko. Willie ruszył w stronę auta. Phillip wciąż był niezdecydowany, czy ma pójść za nim, czy pomóc mi. - Idź, Phillipie, pospiesz się. Drugi wampir próbował zajść nas z boku. - Ani kroku dalej - ostrzegłam. Wampir znieruchomiał. - Jeden fałszywy ruch i dostaniecie kulę w łeb. - To nas nie zabije - warknął drugi wampir. - Ale na zdrowie też wam raczej nie wyjdzie - odparowałam. Mężczyzna z pałką zrobił krok w moją stronę. - Nie radzę - zagroziłam. Usłyszałam warkot uruchamianego silnika. Nie odważyłam się spojrzeć w stronę samochodu. Zaczęłam iść tyłem w nadziei, że nie potknę się na tych cholernych obcasach. Gdybym upadła, wampiry rzuciłyby się na mnie. A wówczas ktoś na pewno by zginął. - Szybko, wsiadaj, Anito! - zawołał Phillip, wychylając się przez opuszczoną szybę od strony pasażera. - Przesuń się. - Zrobił to, a ja wślizgnęłam się na fotel. Mężczyzna podbiegł do auta. - Jedź, ale już! - Willie dał gazu, spod kół posypały się fontanny żwiru, a ja zatrzasnęłam drzwiczki. Naprawdę nie chciałam dziś nikogo zabić. Mężczyzna osłonił twarz przed sypiącym się spod kół żwirem, a w chwilę później nasz wóz potoczył się po podjeździe. Samochód zakołysał się dziko i w pewnej chwili omal nie walnął w drzewo. - Zwolnij, jesteśmy bezpieczni - powiedziałam. Willie zdjął lekko nogę z gazu. Odwrócił się i uśmiechnął do mnie. - Udało nam się - rzucił z przejęciem. - Taa. - Ja też się uśmiechnęłam, ale nie cieszyłam się tak jak on. Wcale nie byłam tego taka pewna. Po twarzy Phillipa wolno, ale nieprzerwanie spływała krew. W chwilę potem jego słowa potwierdziły moje niepokojące myśli. - Jesteśmy bezpieczni, ale na jak długo? - W jego głosie brzmiało znużenie, równie silne jak moje. Poklepałam go po ramieniu. - Wszystko będzie dobrze, Phillipie. Spojrzał na mnie. Jego twarz dziwnie się postarzała. On sam sprawiał wrażenie śmiertelnie zmęczonego. - Nie wierzysz w to, podobnie zresztą jak ja. Cóż mogłam powiedzieć? Miał rację. 30 Zabezpieczyłam broń i zapięłam pasy. Phillip ciężko osunął się na siedzenie. Miał zamknięte oczy. - Dokąd? - spytał Willie. Dobre pytanie. Chciałam pojechać do domu i przespać się, ale... - Trzeba coś zrobić z twarzą Phillipa. - Chcesz go zabrać do szpitala? - Nic mi nie jest - rzekł Phillip. Miał cichy, dziwny głos. - Śmiem twierdzić, że się mylisz - zaoponowałam. Otworzył oczy i odwrócił się, aby na mnie spojrzeć. Krew ściekała mu po szyi, ciemna, błyszcząca struga lśniła w świetle latarni ulicznych. - Zeszłej nocy ty ucierpiałaś o wiele bardziej - powiedział. Odwróciłam się, wyjrzałam przez okno. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. - Ale już się wylizałam. - Ja też się wyliżę. Znów na niego spojrzałam. Patrzył na mnie. Nie byłam w stanie odgadnąć wyrazu jego twarzy, choć bardzo chciałam. - O czym myślisz, Phillipie? Odwrócił głowę, by spojrzeć na wprost. Jego twarz składała się teraz wyłącznie z konturu i cieni. - O tym, że postawiłem się mistrzyni. Zrobiłem to. Zrobiłem to! - W jego głosie pobrzmiewało zuchwałe ciepło. Nieujarzmiona duma. - Byłeś bardzo dzielny - powiedziałam. - Byłem, prawda? Uśmiechnęłam się i pokiwałam głową. - Tak. - Nie chcę wam przerywać, ale muszę wiedzieć, dokąd mam jechać - odezwał się Willie. - Wysadź mnie pod Grzesznymi Rozkoszami - odparł Phillip. - Powinieneś pójść do lekarza. - Zajmą się mną w klubie. - Na pewno? Pokiwał głową, po czym skrzywił się i odwrócił w moją stronę. - Chciałaś wiedzieć, kto wydawał mi rozkazy. To była Nikolaos. Miałaś rację. Tamtego pierwszego dnia. Chciała, abym cię uwiódł. Uśmiechnął się. Jego twarz, cała we krwi, wyglądała teraz okropnie. - Chyba nie byłem w stanie sprostać temu zadaniu. - Phillipie... - zaczęłam. - Nie, w porządku. Miałaś rację co do mnie. Jestem chory. Nic dziwnego, że mnie nie chciałaś. Przeniosłam wzrok na Williego. Skupił się na prowadzeniu auta, jakby od tego zależało jego życie. Cholera, po śmierci był bystrzejszy niż kiedyś. Wzięłam głęboki oddech i przez chwilę zastanawiałam się, co mam powiedzieć. - Phillipie... Ten pocałunek... zanim mnie ugryzłeś. - Boże, jak mam to powiedzieć? - Był całkiem miły. Zerknął na mnie z ukosa, ale zaraz odwrócił wzrok. - Naprawdę? - Tak. W samochodzie zapanowała długa, nieprzyjemna chwila ciszy. Nie było słychać nic prócz chrzęstu opon przetaczających się po asfalcie. Wokoło królowały świecące słabo latarnie i wszechogarniająca, żarłoczna ciemność. - Wystąpienie przeciwko Nikolaos było jedną z najodważniejszych rzeczy, jakie miałam okazję kiedykolwiek oglądać. A także jedną z najgłupszych - dokończyłam. Zaśmiał się gwałtownie i zaskakująco. - Nigdy więcej tego nie rób. Nie chcę mieć twojej śmierci na sumieniu

Szablon by Sliffka (© Ĺšwiat nie jest instytucjÄ… zajmujÄ…cÄ… siÄ™ speĹ‚nianiem ĹĽyczeĹ„.)